3/26/2012

Moja Loreena.

Ciemny pokój rozjaśniały nieliczne lampki. Zapadał zmierzch, a ja zapadałam się w miękkie łóżko. Dziewczyna o brązowych oczach siedziała obok, w skupieniu szyjąc woreczek na zioła. Wcześniej podeszła do magnetofonu i włączyła go. I wtedy razem z melodią popłynęła magia i smutek. Piękno utworu aż bolało. 

- Nie znasz Loreeny? - spytała.

Nie znałam. Loreena McKennitt ma najpiękniejszy na świecie głos. To celtycki głos przeszłości, opowiadający historie przykryte pyłem czasu. Ożywione przez flety, piszczałki, gitary, bębny, skrzypce, fortepian, akordeon i harfę. 


Loreena na scenie bawi się i skacze jak młoda dziewuszka, często przysiadając do instrumentów i ciepłym głosem opowiadając anegdoty dotyczące utworów. 



Po dzisiejszym koncercie jestem emocjonalnie wyczerpana. Czuję ciepło w okolicy serca. Taka moc skupiona w tej drobnej, jasnowłosej kobietce nie potrzebuje komunistycznych ścian Sali Kongresowej. Nieco gwiazd, mokrego dotyku trawy i słonego aromatu morza. Wystarczy, aby odpłynąć w prywatną ciemność.

A to do uwielbiania: The Highwayman

3/14/2012

W marcu cieszą mnie...*



1. Baśniowe i nierzeczywiste fotografie Laury Makabresku. Ciepło, intymność obrazu, która niemalże sięga obnażenia uczuć. Jednocześnie wibrujący mrok, niemy ból, delikatnie pieszczące granice świadomości. Znajduję w nich inspirację, piękno, ukojenie. I tak, mogę być jedną ze spotkanych przez nią dziewcząt.

2. Ta piosenka Nicka Cave'a. Do tego artysty mam słabość już od wielu lat, a muzyczna lektura utworu przekształca mnie w tańczącą marionetkę, pociąganą za niewidzialne sznurki :)

3. Ptaki, ptaszyny. Tłuste ptaszyny. Im tłuste, tym lepsze ;). Zauważyłam, że coraz więcej ich w pokoju. Te metalowe z delikatnym ornamentem wiszą przy oknie, te kolorowe i materiałowe, usadowiły się przy półce.









































 
Odfrunęłam.


3. Herbata Løv Organic. Organiczna herbata w cudownej, metalowej puszce z recyklingowanych materiałów (co jest na puszce? ptaszyna!). Zapach...rozkoszny,świeży, truskawkowy. Delikatny smak czarnej herbaty, która wcale nie smakuje czarną herbatą, z cząstkami czerwonych owoców. Najdroższa herbata, jaką piłam, może dlatego stoi, a ja tylko oddaję jej hołdy wzrokiem ;) 




Szalenie podoba mi idea pięknego, przyjaznego środowisku opakowania i jeszcze bardziej kuszącego wnętrza. Może za jakiś czas poznam jej nowe smaki, zwłaszcza Rose (różana) oraz Løv is pure (mieszanka zielonej herbaty i senchy). W Polsce herbaty tej firmy można nabyć tutaj 



 4. ... papryka, którą jem na surowo, w sałatkach, pieczoną,w zupie paprykowej (której zapach właśnie kusząco dolatuje w kuchni), w wersji wędzonej...






5. Okienko, czyli miejsce na często odwiedzanej przeze mnie ul. Polnej, które wchłonęło wcześniejszy nudny Kebab. Początkowo patrzyłam na mały, świeży punkcik kulinarny niemal z pogardą- "Belgijskie frytki? Pff", ale nadszedł dzień, kiedy skosztowałam i się wciągnęłam we frytkowy świat (sos tzaziki jest mmm). Cieszę się, kiedy przechodzę i widzę grupę spragnionych frytek licealistów, bo wiem wtedy, że to miejsce żyje, a szara ulica Polna zyskała drugi tak estetycznie pociągający punkt.

W marcu cieszy mnie myśl o kwietniu. O wiośnie. O oddechu, którego potrzebuję i zieleni, która litościwie przykryje brzydotę zmęczonych zimą podwórek. Wiosna jest kapryśna, ociąga się, ale jej siła tętni gdzieś pod ziemią, pod skórą, tymi warstwami zimna oraz ciemności, nagromadzonymi przez zimowe miesiące...

...które przetrwałam m.in dzięki tym lampkom.



* inspiracja wpisami Ani ze Strawberries from Poland

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka